Эпизод на польско-украинской границе 20.05.2012 (польский перевод).

Information
[-]
Эпизод на польско-украинской границе 20.05.2012 (польский перевод).  

13.10.2012

Szanowny Państwo,

historia o tym zatrzymaniu na granicy, która została opowiedziana na jednym z najbardziej popularnych portalów rosyjskojęzycznej blogosfery w postaci dwóch artykułów,

http://www.echo.msk.ru/blog/wiskin/890634-echo/

http://www.echo.msk.ru/blog/wiskin/938448-echo/

posiada również polskie tłumaczenie (attachment).

Będziemy wdzięczni, jeżeli ktokolwiek z polskich wydawców będzie uważał za możliwe i pożyteczne opowiedzieć tę historię w polskich mediach, a więc podać ją do wiadomości polskiej publiczności. Jesteśmy gotowi podać oryginały wszystkich odpowiednich dokumentów.

Dr. Wladimir Iskin

Prezes Towarzystwo Wspierania Rosyjskojęzycznej Ludności Niemiec
 



Bohaterski czyn polskich strażników granicznych

Poświęcono dzielnym obrońcom polskiej granicy w mgliste kryzysowe dni maja 2012 roku....

To odbyło się chmurnym rankiem w niedzielę 20 maja 2012 roku. Pasażerski autobus firmy KAUFMANN z domniemanymi niemieckimi dywersantami na trasie z Niemiec do Ukrainy został zatrzymany na polsko-ukraińskiej granicy dla szablonowej kontroli dokumentów. W wyniku sprawdzenia czujnym strażnikom polskich granic udało się przyłapać złośliwego naruszyciela wizy Schengen Oksanę G. na przekroczeniu przez nią dozwolonego terminu znajdowania się w strefie Schengen: dozwolony przez Niemców i podany w paszporcie jako nagie cyfry termin wynosił 30 dni, a opuszczanie strefy odbywało się w 37 dniu.

Ścisłe przestrzeganie przez Oksanę G. podanych we wklejce wizowej dat wjazdu i wyjazdu nie wprowadził polskich zawodowców w błąd. Jak również powoływanie się na przypadkową omyłkę przy pisaniu, na zawczasu podane do niemieckiego konsulatu w Kijowie bilety z datami wjazdu i wyjazdu, na certyfikat kursu językowego w Niemczech z odpowiednimi datami, na pomyślne przechodzenie wszystkich niemieckich sprawdzeń oraz kontroli, – to wszystko nie zmyliło dyżurnego oficera polskiej placówki granicznej. On również nie wysłuchał argumentów, że daty wjazdu i wyjazdu są napisane grubą czcionką i są zrozumiałe, a liczba 30 jest wpisana naprzeciw nieczytelnej drobnej czcionki, – takie luki w przygotowaniu ukraińsko-niemieckiej szpiegówki słusznie nie odniosły skutków na dumnym i odważnym wojakowi! Zawiłe wyjaśnienia bezradnej 33-letniej dziewczyny, która wracała do domu i nie rozumiała żadnego słowa po polsku, były przenikliwie zdezawuowane, a sama w porę wykryta przestępczyni została wysadzona z autobusu i zatrzymana dla wielogodzinnego sporządzenia protokołu niestosownego przekroczenia państwowej granicy Polski.

W toku dokonanych czynności strażniczo-granicznych zadziałały wszystkie cywilne i wojskowe zasoby placówki granicznej z udziałem całego żołnierskiego oraz oficerskiego składu osobowego! Przy zatrzymaniu przestępczyni strażnikom udało się obejść bez zastosowania broni palnej. Wśród uczestników grupy operacyjnej również udało się uniknąć ofiar. Osoby, które się wyróżniły, zostaną przedstawione do odznaczenia państwowymi nagrodami Polski...

_______________

A teraz na serio...

Moja pierwsza reakcja: zmieszanie, szok. Pomogliśmy Oksanie otworzyć wizę, wzięliśmy na siebie pewne zobowiązanie, i – jak się okazuje – całe to wydarzenie ma do nas bezpośredni stosunek. Przez telefoniczne zamieszanie Oksany w ogóle nie od razu zrozumiałem, o co chodzi, ponieważ wszystkie daty były wpisane do ankiety konsularnej na długo przed otwarciem wizy i zachowane bez najmniejszego odchylenia. Tylko potem się zorientowałem: ach, ogólny dozwolony termin pobytu... A kto potrafi to przeczytać bez mikroskopu elektronicznego? Przecież podawaliśmy 37 dni. I dlaczego dziewczyna ma ponosić odpowiedzialność za błąd niemieckich pracowników konsularnych?!

Lecz teraz nie o to chodzi. Pomyślałem o innym.

A po co w ogóle są wszystkie te wizy, granice, strażnicy? To znaczy nawet nie po co, a DLA KOGO?? Dla ludzi, czyż nie!? I cóż? Kto w opisanej sytuacji jest ludźmi, a kto – uzbrojonymi klownami ze szlifami? Oczywiście, krzywdzić samotną bezbronną dziewczynę jest bardziej bezpiecznie, niż odławiać złodziei, sutenerów, kilerów, niemała liczba których przenika przez tą samą polską granicę i zalewa Europę. Lub przyczyna kryje się w innym – może u Oksany po prostu nie wystarczyło gotówki, żeby, jak to się mówi, “załatwić sprawę polubownie”??

Krzywdzące pytania? Oczywiście, że krzywdzące! Lecz cóż jeszcze może pomyśleć przeciętny obywatel, kiedy on słyszy o podobnych... zatrzymaniach i karach na granicy?

I jeszcze. Bardzo niezręcznie o tym mówić. Lecz trzeba.

Jeszcze przed tym wypadkiem słyszałem dużo niepochlebnego o pracownikach MSZ różnych państw, zwłaszcza na granicy. W pewnych epizodach sam uczestniczyłem. Tak na rosyjskiej granicy, jak na ukraińskiej. Nieraz sam byłem ofiarą głupoty i samowoli. A teraz poważnie zamyśliłem się nad głębokimi przyczynami wszystkich podobnych nieporozumień. I dochodzę do następującego wniosku. Są to ogniwa jednego łańcucha, który nazywa się – kompleks niższości. Występuje wtedy, gdy gorliwi służbiści odbierają siebie i swoją dziedzinę jako wadliwe, niepełnowartościowe. I przez podobne wykrętasy, podobne nadymanie policzków usiłują stworzyć o sobie wrażenie wzniosłości, srogości, wagi. Jednak wychodzi na odwrót: śmiesznie i obrzydliwie; nic, oprócz ironii, zmieszanej z obrzydzeniem. Przy czym najstraszniejsze jest to, że wbrew zdrowemu rozsądkowi wszystkie te uczucia emocjonalne łatwo rozpowszechniają się na cały naród odpowiedniego państwa. Nigdzie się przed tym nie ucieknie, nikt jeszcze nie uchylił emocji.

Więc, czy chcesz, czy nie chcesz, a “dzięki” takim czujnym strażnikom od 20 maja 2012 roku u Polaków stało o kilku szczerych przyjaciół mniej.

Dr. Wladimir Iskin

Prezes Towarzystwo Wspierania Rosyjskojęzycznej Ludności Niemiec 



"Psy strefy Schengen"

Niniejszy artykuł jest kontynuacją historii, która rozpoczęła się 20 maja br. i została opisana w moim felietonie Bohaterski czyn polskich strażników granicznych

http://www.echo.msk.ru/blog/wiskin/890634-echo/.

Przypomnę istotę sprawy. Obywatelka Ukrainy Oksana G. odkryła za naszą pomocą wizę edukacyjną do Niemiec i ściśle spełniła wszystkie zalecenia konsulatu niemieckiego. Lecz jak okazało się w drodze powrotnej na granicy polsko-ukrraińskiej, wskutek błędu konsulatu niemieckiego maksymalny dozwolony termin pobytu w UE we wklejce do paszportu wynosił 30 dni zamiast zgłoszonych 37. W te dramatyczne chwile na polskiej granicy zbita z tropu Oksana nawet nie mogła zrozumiale wyjaśnić mi przez telefon na czym polega problem, ponieważ jej przekroczenie granic w obie strony dokładnie odpowiadało datom wskazanym przez Niemców. Musiałem poprosić do słuchawki kogoś z polskich oficerów i wyjaśniać istotę nieporozumienia. Obiecano mi, że nie będzie żadnej kary, oni po prostu sporządzą protokół i odpuszczą Oksanę.

W rzeczywistości wszystko odbyło się inaczej: Oksanę wysadzono z pociągu, w ciągu dwóch godzin dręczono głupimi przesłuchaniami i wypełnieniem różnych formularzy, a w samym końcu do paszportu przybito stempel o deportacji z półrocznym pozbawieniem prawa wjazdu do Polski.

Od razu po powrocie Oksany do domu złożyłem zapytanie do konsulatu niemieckiego i już za kilka dni otrzymałem potwierdzenie: jest to ICH błąd! Z tą odpowiedzią zwróciłem się do polskich urzędników, żeby ostatecznie rozładować nieporozumienie i anulować wymierzoną Oksanie karę.

A nic z tego! Odpowiedzi Polaków na wszystkie moje zapytania były podobne do zrobotyzowanej sekretarki automatycznej. Sprowadzały się one do następującego: niech Pan weźmie sobie upoważnionego przedstawiciela w Polsce; sporządzi dla niego pełnomocnictwo; zdąży wykonać to wszystko w ciągu 7 dni; zapłaci kolejne 17 złotych (jednego razu już to zrobiliśmy).

Pomijając całą pośrednią wielokrotną korespondencję z polskimi biurokratami, zacytuję tylko swój ostatni list do nich:

“... Żałuję, że w toku kilku miesięcy korespondencji nie potrafiliśmy zrozumieć jeden drugiego. Spróbuję wyjaśnić swoją pozycję po raz ostatni.

Wszystkie Państwa odpowiedzi sprowadzają się do wyjaśnienia procedury, która jest ustalona u Państwa dla prawowicie powziętej decyzji. Lecz mamy całkiem inny przypadek: 20 maja na polsko-ukraińskiej granicy doszło do nieporozumienia, w którym Oksana nie jest winna. Winny jest konsulat niemiecki i on pisemnie przyznał się do błędu.

W ten sposób, jeżeli u podstaw działania polskich strażników granicznych dnia 20 maja 2012 roku leży czujność i profesjonalizm, to po otrzymaniu odpowiedzi z konsulatu niemieckiego ich czynności można zakwalifikować jako przykry błąd służbowy. Błąd, o którym uprzedzałem ich w rozmowie telefonicznej 20.05.2012 o 8 godzinie rano i oni obiecali mi, że nie będzie żadnej deportacji, wszystko skończy się na zwykłym protokole.

W związku z tymi okolicznościami prosimy, żebyście SAMI, ze SWOJEJ WŁASNEJ INICJATYWY i na podstawie wysłanych przez nas dokumentów poprawiliście błąd SWOICH ŻE strażników granicznych.

Na przekonanie naszych adwokatów, żebyście PAŃSTWO SAMI poprawili SWÓJ błąd, dla nas nie ma żadnej konieczności nabiera swoich przedstawicieli w Polsce i kilka razy płacić po 17 złotych.

Będziemy Państwu niezmiernie wdzięczni, jeżeli ten błąd zostanie poprawiony do 30.09.2012…”

Uwzględniając datę publikacji niniejszego artykułu, już nic nie powstrzymuje mnie od emocjonalnej oceny opisanej historii. Dlatego w ten czas kryzysu gospodarczego chciałbym zwrócić się do polskiej publiczności (i koniecznie zrobię to!) z kilkoma konkretnymi propozycjami w sprawie zaoszczędzenia pieniędzy ich podatników.

1.  W czerwcu br. bohaterka mojego eseju Oksana G. osobiście zwracała się z podaniem do polskiego konsulatu w Odessie z załączeniem wszystkich niezbędnych dokumentów w sprawie opisanego nieporozumienia. Ona nie otrzymała odpowiedzi. W takim razie komu są potrzebne takie lipne przedstawicielstwa państwowe, jeżeli wszystko jedno każdemu Ukraińcowi czy Rosjaninowi w razie konieczności należy szukać sobie przedstawicieli w Polsce a do tego męczyć się z załatwieniem dla nich pełnomocnictwa notarialnego?! Czy nie warto zlikwidować tych konsularnych darmozjadów?! Jestem pewien, że oszczędność dla polskiego budżetu wyniosłaby kwoty, które znacznie przewyższają te nieszczęsne 17 złotych.

2.  Wydaje mi się, że etaty placówki granicznej również są jawnie przesadzone, jeżeli pracownicy mają czas dla wielogodzinnych rozmów karnych z uczciwymi obywatelami

3.  W końcu, do produkowania beztreściowych formalnych odpowiedzi w Warszawskim Urzędzie do Spraw Cudzoziemców rzeczywiście wystarczyłoby zainstalować jedną jedyną sekretarkę automatyczną (mówią, że takie są już wynalezione w Japonii), a wszystkich osób, z którymi kontaktowałem w opisanej historii, skierować do bardziej pożytecznych prac społecznych. Na przykład, do budowy autostrad – osobiście widziałem potężność tej budowy. Nawiasem mówiąc, składałem odpowiednie zapytania do MSW oraz MSZ Polski, lecz w odpowiedzi znów podawano mi już znany adres warszawskich biurokratów. Więc zgłoszoną przeze mnie propozycję można złożyć również na ich karb!

Na zakończenie tej chociaż drobnej, lecz nieprzyjemnej historii pragnę wyrazić skruchę. Byłem absolutnie pewien, że nieporozumienie z maja będzie rozwiązane bardzo szybko oraz, jak to się mówi, na rzecz strony poszkodowanej. I błyskawiczna odpowiedź niemieckiego konsulatu dawała powód do optymizmu. Lecz teraz jest mi wstyd przed Oksaną G. za własną naiwność. I jest mi wstyd za polskich biurokratów, którzy przez swoją zaciętą głupotę i mózgowe lenistwo kompromitują nie tylko swoich współobywateli-Polaków, lecz również najprostsze i już ustalone europejskie wartości: zdrowy rozsądek, elementarny humanizm, poczytalność oraz ludzkość.

I ostatnie. Nazwę tego artykułu dawno temu podpowiedział mi jeden z moich rosyjskojęzycznych rozmówców, który również na swoim smutnym doświadczeniu doznał zbytniej gorliwości służbowej polskich urzędników oraz ich pragnienia wysłużyć się Unii Europejskiej w celu usprawiedliwienia swojej przynależności do tej czcigodnej organizacji. Lecz mój podpowiadacz poradził mi koniecznie użyć cudzysłowu, żeby alegoria nie zamieniła się na obrazę. Teraz, po upływie kilku miesięcy, nie jestem już pewien, czy polscy biurokraci zasługują na ten cudzysłów!

Dr. Wladimir Iskin

Prezes Towarzystwo Wspierania Rosyjskojęzycznej Ludności Niemiec 


Iframe
[-]

Datum: 13.10.2012
Hinzugefügt: ava  oxana.sher
Aufrufe: 365
Kommentare
[-]

Kommentare werden nicht hinzugefügt

Ihre Daten: *  
Name:

Kommentar: *  
Dateien anhängen  
 


Subjektive Kriterien
[-]
Статья      Anmerkungen: 0
Актуальность данной темы
Anmerkungen: 0
Польза от статьи
Anmerkungen: 0
Объективность автора
Anmerkungen: 0
Стиль написания статьи
Anmerkungen: 0
Простота восприятия и понимания
Anmerkungen: 0

zagluwka
advanced
Absenden
Zur Startseite
Beta